czwartek, 18 stycznia 2018

Remont #zamknij ... drzwi

Podejmując decyzję o o remoncie myślałam, że najtrudniejsze będzie wykonanie projektu. Stworzenie w miejscu, do którego się przyzwyczailiśmy, które lubimy nowej przestrzeni. Było to trudne, dalej parę rzeczy nie pozwala mi spać, ale trudniejsze okazało się wybranie ekipy remontowej. Nikt ze znajomych, czy rodziny nie polecał swojej. Musieliśmy więc zdać się na siebie i po paru spotkaniach wybraliśmy - miejmy nadzieję, że dobrze. 

Ponieważ zostało niewiele czasu trzeba powoli przechodzić do konkretów. Jednymi z podstawowych wyborów, przed którymi stoimy są podłogi i drzwi. Zdecydowaliśmy, że podłoga w całym mieszkaniu będzie taka sama, (nie licząc oczywiście łazienki). Mieszkanie jest małe więc szkoda jeszcze je dzielić wizualnie, tak więc zarówno wiatrołap i kuchnia, jak i pokoje zyskają nowe, takie same, panele. Wiele osób dziwi się, że w tak strategicznych miejscach jak np. kuchnia nie boimy się położyć paneli - jeżeli jednak kuchnia jest także pokojem jadalnym to nie ma się nad czym zastanawiać, trzeba spróbować. Estetyka pomieszczenia z jednakową faktura na podłodze jest moim zdaniem dużo wyższa od podzielonej na panele i płytki. Producenci również zrobili ukłon w stronę klientów i obecnie panele mają naprawdę wysokie parametry. Jeżeli chcecie tak jak my nie szatkować powierzchni to szukajcie grubszych paneli, min. 8mm o grubej klasie ścieralności min. AC4. Ja poszukuję paneli AC5, mam nadzieję, że trafią się ładne i w dobrej cenie i pozostanie tylko wybór faktury. Mimo, iż mieszkanie będzie pomalowane na biało to nie chciałabym kłaść na podłodze bielonych paneli,
(https://www.pergo.pl/pl-pl/laminaty/domestic-elegance/l0601-01834_dab-bielony-deska)

wydają mi się mniej przytulne niż te w kolorze 'naturalnym', które wydają mi się 'cieplejsze'., a jakie Wy macie wrażenia?

  (https://www.eurofloors.pl/)

Oprócz podłóg ważne w  mieszkaniu są także drzwi. Nie sądziłam kiedyś, że wybór drzwi będzie dla mnie tak istotną sprawą, a jednak;) Jeżeli mamy dom, duże mieszkanie to zapewne ten wybór jest prosty - kupujemy zwykłe, skupiając się jedynie na doborze koloru/zdobień. Kiedy jednak mamy do czynienia z miejscem, w którym każdy centymetr jest na wagę złota wybór drzwi nie jest już taką prostą sprawą. Co nam oferuje rynek?     
Drzwi łamane:
Muszę przyznać, że mi osobiście te drzwi zupełnie się nie podobają. Kojarzą mi się z drzwiami od szafy, trudno mi sobie wyobrazić za nimi po prostu drugi pokój. Poza walorami estetycznymi, dużym minusem dla mnie jest to, że zajmują one jednak sporo przestrzeni, w końcu są to normalne drzwi tylko złamane na pół. Ich wystawanie będzie się rzucało w oczy, zwłaszcza na małej przestrzeni.

Drzwiami, które tej przestrzeni zabiorą mniej są drzwi przesuwne. Tutaj mamy do wyboru suwane na ścianie bądź chowane w niej. Te pierwsze oczywiście odpadają, gdyż cała ściana z drzwiami musi być pusta - niewykonalne. Drzwi przesuwne i chowane w ścianie wydają się rozwiązaniem optymalnym.... ale jednak go nie wybrałam, dlaczego? Drzwi trzeba obudować z dwóch stron ścianą karton/gips, a to znowu - zabiera nam trochę centymetrów. Bardziej jednak od tych centymetrów nie mogę przekonać się do samego systemu i już sobie wyobrażam te tony kurzu ukryte w ściance, bo przecież dostępu do niej nie będzie - więc tym drzwiom mówię stanowcze NIE.
 

Ostatnim typem - moim typem, który chyba nie ma innych zwolenników są drzwi harmonijkowe. Gdybym miała pod ręką aparat i mogła zrobić zdjęcie ekipom, którym mówiłam jakie drzwi chcę zamontować powstałyby z nich niezłe memy;) Wydaje mi się, że postrzeganie tych drzwi przez ludzi odnosi się do doświadczeń sprzed 20 lat. Mój pokój zakrywały wtedy takie z ekoskóry - były ok, pies zawsze mógł wejść nie otwierając ich;) Do salonu natomiast mieliśmy plastiki i to był koszmar. Zacinały się i wypadały z szyn. Minęły jednak lata, nasze telefony przestały być cegłami, komputery mieszczą się w kieszeni, stworzono i wymyślono setki tysięcy najróżniejszych technologicznie rozwiązań, więc może i harmonijki poszły z duchem czasu? Oczywiście akustyka, szczelność przy tego typu drzwiach nigdy nie będzie na najwyższym poziomie, ale czy w takim małym metrażu cokolwiek może to w pełni zapewnić? Raczej nie. Za dnia będą oczywiście otwarte, żeby przepuszczać jak najwięcej światła. Te drzwi są kompaktowe i zajmują bardzo niewiele miejsca - to są ich niezaprzeczalne zalety. Drzwi, które oglądałam mają nawet zamki, co kiedyś nie występowało. Ja wstępnie wybrałam firmę, która robi drzwi harmonijkowe drewniane z szyną na górze i na dole. Czy będę zadowolona? Nie wiem, mam nadzieję. Ponieważ mieszkanie jest male i stawiam w nim na jasne kolory, chciałabym drzwi wybrać białe więc wybór ogranicza się do tych 4 modeli: 

 (http://www.klaczak.com.pl/)
A tu jeszcze parę inspiracji dot. harmonijek z internetu:

Macie, albo znacie kogoś kto współcześnie użytkuje drzwi harmonijkowe?
 Jakie rozwiązania drzwiowo-podłogowe zastosowaliście u siebie?

środa, 10 stycznia 2018

"Dance Sing Love. Miłosny układ"

Dzisiaj kolejna książka, która jest podobno super bestsellerem. Na wattpad.com miała ponoć 2,5 miliona odsłon. Muszę przyznać, że po lekturze tej powieści zaczęłam się zastanawiać - dlaczego? i czy po lekturze refleksje innych czytelników były podobno do moich, czy jednak zgoła odmienne. Ocena na portalu lubimyczytać.pl pokazuje, że chyba jednak jestem w mniejszości.

Layla Wheldon, czyli ukrywająca się pod tym pseudonimem studentka informatyki, na ww. portalu publikująca od 2015 roku, obecnie pracuje nad kolejnymi tomami serii Dance&Sing&Love, na które jednak ja specjalnie nie czekam...
 

Początek lektury jest bardzo obiecujący. Poznajemy Livię Innocenti - zawodową tancerkę, która wraz z zespołem przygotowuje się do występów koncertowych bardzo popularnego muzyka, bożyszcza nastolatek, ulubieńca portali plotkarskich - James'a Sheridana. Autorka w tych początkowych rozdziałach kreuje główną bohaterkę na silną, zdeterminowaną, ambitną, ale i pragmatyczną młodą kobietę. Hart ducha, pasja, poświęcenie, które zdaje się charakteryzować Livię szybko jednak zostaje przez Laylę Wheldon porzucone. Książka, która mogła pokazać młodą kobietę, osiągającą szczyty swoim uporem i dążeniem do celu, a przy okazji zdobywającą miłość, pokazała obraz zupełnie odmienny. 

Mam wrażenie, że autorka już na samym początku przestała lubić tą, którą stworzyła. Dziewczyna, dla której praca i taniec, wydawałoby się, są najważniejsze na świecie, przeistacza się w alkoholiczkę, która chyba tylko siłą woli była w stanie pracować. Oczywiście autorka nie mogła ciągnąć opowieści o silnej, ambitnej młodej kobiecie, która osiąga sukcesy bez picia, ćpania, seksu dla seksu - niestety. Na kanwie silnej, zdeterminowanej tancerki, która zakochuje się przystojnym piosenkarzu, ale jednak na pierwszym miejscu stawia swoja pasję, powstała nowa Livia - pijaczka, która dla paru chwil seksu jest w stanie dać się poniżyć, pozwolić się zdradzać, nie szanować. I tak przez kolejną, ogromną większość stron przebijamy się przez opisy jej stanów pijackich, wymiotów, jęczenia i żebrania o miłość faceta, który ma ją, krótko, ale elegancko, mówiąc w nosie. Nie wiem za co autorka tak znielubiła swoja bohaterkę, ale zdecydowanie przesadziła. Z drugiej strony mamy drugiego bohatera, sprawcę wydarzeń - idola nastolatek - aroganckiego, wręcz nadętego bufona (znaczy piosenkarza), zakochanego w swojej dziewczynie, ... której jednak nie kochał bo kochał Livię, tą którą obrażał, nie szanował, wykorzystywał. Oczywiście wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia ...

"Miłosny układ" jest debiutem literackim Layli Wheldon - w mojej opinii nieudanym. Potencjał historii był naprawdę bardzo duży. Nawet ja, mimo przekroczenia 30, z ciekawością zajrzałam do tej historii, oczekując lekkiego romansu z muzyką i tańcem w tle. Niestety srodze się zawiodłam.


Można oczywiście pomyśleć, że Livia i James to wielka miłość, a jak wiadomo miłość czasem odbiera rozum, ale czy naprawdę, będąc wielce zakochaną korzystamy z łaskawości innego faceta i uprawiamy z nim regularnie seks? Ale oczywiście to nie wszystko. Autorka postanowiła iść jeszcze dalej i włożyć do książki parę innych rzeczy, które ją przeładowały i sprowadziły do groteski. Czytając ma się wrażenie, że autorka nie bardzo wiedziała, co chce osiągnąć. Zaczęła historię dobrze, ale dała się ponieść swojej wyobraźni. Z młodzieżowego romansu z tańcem i muzyką w tle przeszła do erotyku, w którym bohaterka odkrywa swoją tożsamość płciową, (zupełnie nie rozumiem tego wątku i aż boję się kontynuacji tej historii), dodała milion scen łóżkowych, opisała stany po upojeniu alkoholowym i narkotycznym - i w efekcie końcowym mamy papkę, czyli "Miłosny układ".

Z dobrych rzeczy: na pewno nie można odmówić autorce lekkiego pióra, książkę - mimo treści, w której nie ma niczego sensownego - czyta się szybko. Jednak jedynym ciekawym i dobrym momentem w całej historii był wspomniany początek i koniec. Szkoda, że są one oderwane od całej powieści. 

Podsumowanie: "Miłosny układ" to książka, w której znalazło się wszystko oprócz miłości; tańca też mamy tylko tyle ile się zmieściło między piciem, a seksowaniem się bohaterki. Historia, która dobrze się zaczyna i ciekawie kończy - cały środek to sieczka i pomieszanie z poplątaniem, w którym bohaterka została skazana przez autorkę na naprawdę ciężki los.
Ocena: 3/10

sobota, 6 stycznia 2018

"Błąd"

Przeczytałam ostatnio kilka młodzieżowych książek, niezwykle - podobno - popularnych. Gdybym ich nie przeczytała mój świat z pewnością by nie ucierpiał. Ich lektura miała jeden pozytyw: zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę świat dzisiejszych młodych ludzi kręci się wokół seksu?

"Błąd" Elle Kennedy jest powieścią bardzo amerykańską. Mamy tutaj młodego, przystojnego, bardzo popularnego studenta Johna Logana - gwiazdę hokejowej ligi uniwersyteckiej, którego życie toczy się wokół rozgrywek, imprez i przypadkowego seksu. Z drugiej strony jest Grace Ivers - studentka pierwszego roku; naiwna, delikatna, z zasadami (niezbyt sztywnymi jednak;)), która się w tym sportowcu zakochuje. 

Można wspomnieć oczywiście ojca alkoholika, dla którego John pracuje, jego zakochanie w dziewczynie przyjaciela, można nawet spróbować doszukiwać się jakiejś głębi i przyczyn takich, a nie innych zachowań, ale szczerze mówiąc chyba jednak nie warto się wysilać. Tutaj chodzi po prostu o seks. Powieść "Błąd" jest erotykiem, który udaje, że nim nie jest. Młodzi ludzie, u których ciężko doszukać się jakiś większych życiowych ambicji, podchodzą do życia bardzo konsumpcyjnie. Mnie się to nie podoba. Schemat romansu przewidywalny, jego zakończenie również.

Powieść ratuje druga część, w której Grace powraca odmieniona, znająca swoją wartość. Ta część w paru miejscach doprowadziła mnie nawet do śmiechu. Na uwagę zasługuje również zastosowanie przez Kennedy mieszanej narracji. Zdarzenia są pokazywane z perspektywy zarówno Johna jak i Grace. "Błąd" jest  drugim tomem z serii Off-Campus Elle Kennedy, ale przechodząc od razu do drugiego nic nie tracicie.

Podsumowanie: Powieść, w której mamy typowo amerykańskich młodych bohaterów. Ludzi, którym zależy na dobrej zabawie, którzy podążają za swoimi instynktami, bez względu na konsekwencje. Erotyk dla młodych ludzi, którego im nie polecam. Można przeczytać, ale po co?
Ocena 5/10

czwartek, 4 stycznia 2018

Remont #planowanie

Przychodzi taki czas w życiu chyba każdego człowieka, w którym musi się zmierzyć z rzeczywistością pełną potu, łez, nierzadko krwi. Czas, którego zła sława pobrzmiewa w każdym mieszkaniu, czy domu, o którym jedni wolą nie mówić, a inni mówią głównie źle.... REMONT. Tak. Nadchodzi ten czas, gdy zapuka i do moich drzwi. Oczekiwany, ale wzbudzający strach. Pełen nadziei i wiary, ale okraszony niepewnością i ostrzeżeniami bliskich o jego złej naturze.
Nie wiadomo czy się bać czy drżeć z podniecenia. Przygotowania trwają już kilka miesięcy, a jednak wydaje się jakby nic nie było przygotowane, ale przejdźmy do sedna. Kapitalny remont mieszkania to nie przelewki. Sprawienie by mały metraż był funkcjonalny, ale jednocześnie przytulny i ładny to prawdziwa sztuka. Ja swoje planowanie remontu rozpoczęłam od ... planowania ;) Jedna rzecz była prosta - ustalenie celu. Celem w moim przypadku jest wydzielenie w mieszkaniu dodatkowego pokoju. Szykuje się więc prawdziwa demolka. Z jednego pokoju powstaną dwa. 

Zaprawiona w boju przez grę Simsy - uwielbianą w młodzieńczym wieku - zabrałam się za poszukiwanie programu do projektowania wnętrz. Chciałabym Wam kilka przedstawić (może jest tu ktoś kto również szykuje się do tej jakże ważnej w życiu chwili?;))

Każdy większy sklep meblowy posiada swoją wersję programu projektowego, w którym możemy użyć bazy danych mebli pochodzących z tego danego sklepu. Mnie wszyscy polecali Planner Ikea. Od razu napisze - mnie się nie podoba. Nie można tu zaplanować mieszkania całościowo, a jedynie kuchnię i łazienkę. Na dodatek planner ciągle mi się zacinał, meble nie chciały wchodzić tam gdzie je ustawiałam. Dla mnie porażka. Tylko kuchnię można również zaprojektować z BRW,   czy Abrą. To samo tyczy się łazienek. Właściwie każdy producent płytek posiada swój program do planowania. Mnie takie pojedyncze planowanie pomieszczeń nie satysfakcjonowało. Postawiłam więc na darmowy program Sweet Home 3D,  który bez instalacji mogłam uruchamiać sobie na komputerze. Nie jest idealny, ale zawiera wszystko, co trzeba by rozplanować nowy układ mieszkania, co więcej mam od razu podgląd w formacie 3D. Meble można przestawiać, dostawiać, zmieniać rozmiary - wszystko. Wklejam przykładowy skan jak to wygląda:

 
Nie znalazłam, ale właściwie to już nawet nie szukam lepszego programu do projektowania. Tutaj mam wszystko, co potrzeba i jeszcze nic nie muszę za to płacić:) Teraz pozostaje tylko wprowadzić projekt w czyn i skupić się na detalach. Noce stają się coraz krótsze, a tu robota jakby się nie posuwała. Myślenie o płytkach walczy z myśleniem o rozplanowaniu oświetlenia, wybór paneli z projektem kuchni. Jak nic oszaleję, bo na osiwienie już za późno ;)


A jak u Was z remontami? Macie jakieś dobre rady, sprawdzone sklepy wnętrzarskie, programy?

wtorek, 2 stycznia 2018

"Dżentelmen bez maski"

Jak wiadomo nasza służba zdrowia opiera się w dużej mierze na czekaniu. Mnie ono szczególnie nie przeszkadza jeżeli nie zapomnę zabrać ze sobą książki. Stawiam wtedy na lekturę, która nie wymaga przesadnego skupiania się na czytanym słowie, z którą miło spędzę czas. Ma mi ona po prostu towarzyszyć, aby czekanie na wizytę nie było takie bezproduktywne. Zapraszam więc na opinię o książce, która była w ostatnich miesiącach taką moją towarzyszką: "Dżentelmen bez maski" Mary Jo Putney.

Książka Mary Jo jest romansem historycznym. Gatunkiem, który od zawsze kojarzyła mi się z powieściami łatwymi i miłymi; po prostu przyjemnymi zapychaczami czasu. Tak jak pisałam lubię czasem sięgnąć po takie książki, ale zawsze robię to z obawą, czy czas poświęcony na lekturę nie będzie stracony. Bo napisanie ciekawej książki, która ma dostarczyć tylko i wyłącznie niezobowiązującą rozrywkę jest wbrew pozorom naprawdę trudno. Romans historyczny dodatkowo kojarzył mi się z pewną odmianą harlequina, czyli powieścią, która pisana jest bez specjalnego polotu, bez żadnych ciekawych wstawek, nie wnoszącą niczego nowego, w której każda kolejna pozycja opiera się na tym samym schemacie, zmieniając jedynie imiona bohaterów. "Dżentelmen bez maski" pokazał mi jednak, że można napisać romans, który się wyróżnia, który może być niebanalny, i który można przeczytać z zaciekawieniem.

Bohaterem książki jest Grey Sommers - lord Wyndham, mężczyzna, który od 10 lat zamknięty jest w lochu francuskiego zamku. Uwięziony przez wpływowego francuskiego urzędnika, który przyłapał go na romansie ze swoją żoną. Sommers był szpiegiem, który oprócz oczywistej funkcji wyciągania informacji nie żałował sobie przy tym uciech fizycznych. Bohater Mary Jo Putney nie jest więc typowym bohaterem romansu; pięknym, uwodzicielskim mężczyzną, a trochę zdziczałym, wymizerowanym, aczkolwiek dalej ujmującym i przystojnym byłym więźniem. Byłym, gdyż jego uwolnienia podjęła się pewna tajemnicza kobieta-szpieg. I tu dochodzimy do kolejnego niebanalnego punktu powieści. bohaterka nie jest typem Stefci z powieście Heleny Mniszek "Trędowata"; to nie chucherko, które może złamać nieprzychylna opinia, przykre słowo. Cassie to silna, waleczna, pewna siebie kobieta, której nieodgadniona z początku przeszłość daje siłę do walki z państwem francuskim. Ucieczka tej nietuzinkowej pary, w której to kobieta reprezentuje silną płeć, jest motorem działania, staje się także polem, na którym rozpoczyna się ich romans. Nie ma tu jednak romantycznych miłosnych uniesień, których czytanie powoduje ból zębów. 

"Dżentelmen bez maski" jest napisany bardzo lekkim stylem, ze sporą dozą poczucia humoru. Akcja opisana została naprawdę ciekawie. Mamy tu trochę sensacji, trochę dramatu, trochę komedii i oczywiście trochę romansu - wszystko w dobrym tonie. Miejscami akcja się wlecze jak flaki z olejem i to jest duży minus, ale jak na ten gatunek jestem mile zaskoczona i bohaterami i pomysłem na fabułę. Tylka ta okładka... koszmarek... przy czytaniu starałam się ją jak najmniej eksponować ;)

Podsumowanie: Jeżeli nie zamykacie się na żaden gatunek literacki, potrzebujecie czasem odetchnąć przy dobrze skrojonej, lekkiej powieści to polecam "Dżentelmena bez maski".
Ocena: 6/10   

sobota, 23 grudnia 2017

"Wybacz mi"

Dawno... bardzo dawno nie czytałam książki, która porwałaby mnie od pierwszej strony, i w której miałabym pozaznaczaną taką ilość cytatów, które trafiałyby prosto w serce. Prawdziwe, życiowe, mądre, nie wydumane. Zdecydowanie ta książka posiada w sobie treści, które trafiają do człowieka, ale czy cała jest taka idealna? Zapraszam na, jak zawsze mocno subiektywną opinię o książce Gabrieli Gargaś "Wybacz mi".


Z prozą pani Gargaś spotkałam się pierwszy raz właśnie przy okazji tej książki. Zaciekawiła mnie okładka - 2 małe dziewczynki i tekst: "Czasem wystarczy jedna sekunda, by wszystko stracić...". Moje wyobrażenia o książce na podstawie tych dwóch rzeczy całkowicie się rozminęły z tym, co dostałam. Muszę przyznać, że opis fabuły na okładce, moim zdaniem, nie odpowiada w pełni temu, o czym jest ta książka. A książka jest o kobietach, o ich poświęceniu - często zupełnie niepotrzebnym, o samotności w związku, o zapominaniu o swoich potrzebach, o tajemnicy itd. ...

"Nie jest prawdą, że samotność zawsze boli tak samo. Ona potrafi dozować swój ciężar, doskwiera, dając o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie."

"Łakniesz każdego przejawu sympatii, dotyku, chcesz, aby ktoś cię przytulił choć przez chwilę. I żyjesz nadzieją, że właśnie dzisiaj on się do ciebie uśmiechnie, że przyjdzie, powie ciepłe słowo, pocałuje. I marzysz, aby jego dłoń znalazła się na twojej dłońmi jego usta dotknęły twoich ust. I kiedy w końcu to dostajesz, cieszysz się i myślisz, że już tak będzie zawsze.
Złudzenia... Łudzisz się każdego dnia. I albo zrozumiesz, że tak nie może być, albo nie będziesz tak żyć, dostając ochłapy za twoją miłość." 
Na okładce widać nacisk na jedno zdarzenie i ono faktycznie w pewien sposób determinuje wydarzenia, ale powieść jest o uczuciach, odczuciach. W dużej mierze  "Wybacz mi" zostało oparte na emocjach, uczuciach, a nie na konkretnych zdarzeniach, chociaż one decydują o losie i zachowaniu bohaterów. 

Wraz z rozpoczęciem lektury dostajemy definicję wielu współczesnych kobiet. Nawet jeżeli nie odnosi się wprost do nas, to na pewno znamy kogoś kto pasuje do tego opisu. Kobiet, które zadowalają się ochłapami miłości bo nie mają dość siły, żeby zmienić swoje życie, lub cały czas żyją nadzieją, że coś się zmieni. Tak też żyje główna bohaterka powieści "Wybacz mi" - Klaudia. Mąż zauważa ją jedynie gdy brakuje mu wyprasowanej koszuli, dzieci dorosły i nagle przestały jej potrzebować, a ona zostaje sama ze swoimi potrzebami, ukrytym rozczarowaniem, poczuciem straconego czasu. Sama i samotna, chociaż nie potrafi się do tego przyznać. 

Mamy również drugą bohaterkę - Ludwikę, mamę Klaudii. Kobietę, która musi żyć z bolesną tajemnicą z przeszłości i świadomością straconego na własne życzenie szczęścia. 

"- Krótka chwila, ułamki sekund potrafią przekreślić całe życie człowieka (...)."

Wśród bohaterek mamy także przedstawicielkę młodego pokolenia, młodziutką Kasię, córkę Klaudii, której obraz związku rodziców nie pozwala wejść w głębszy związek z kochanym mężczyzną.

Fabuła książki "Wybacz mi" jest interesująca, bardzo dobrze napisana, ciekawie splatająca wątki, chociaż niektóre są dość przekombinowane. Musze przyznać, że zakończenie, chociaż wszystko wydawało się już jasne, zaskoczyło mnie. Autorka zostawiła na koniec jeszcze jeden mocny strzał. 
Gabriela Gargaś słowami zawartymi w powieści trafia w punkt. Kruszy skorupę, w której chowają się niektóre kobiety; pokazuje, że świat może się zmienić, że my kobiety możemy się zmienić - bo warto być szczęśliwym. Można w powieści znaleźć słowa, które powinniśmy powtarzać naszym córkom:  

"Będą dni, kiedy czarne chmury zawisną nad Twoją głową. Ale będą też dni, kiedy pomyślisz: <Co z tego, że chmury... Z tych chmur nie będzie deszczu>. 
Będą dni, kiedy będzie Ci się wydawać, że ktoś podciął Ci skrzydła. Ale będą też takie, kiedy rozłożysz swoje skrzydła i uniesiesz się nad ziemią.
Bo życie jest po to, by zdobywać szczyty."

"Wybacz mi" jest powieścią niezwykle prawdziwą, życiową (prawie cała, ale nie będę spoilerować), jakby czerpaną z doświadczenia. W słowach zawartych w powieści nie ma sztuczności, one są głębokie, napisane szczerze, bez zbędnej górnolotności i bez banałów, które raziły mnie np. w powieści "Pracownia dobrych myśli" M. Witkiewicz. Podobało mi się, że nie ma tu banalnych rozwiązań. Powieść nie kończy się zachodzącym słońcem i domyślnie: żyli długo i szczęśliwie. Nie ma tu jednorożców i tęczy. Autorka położyła nacisk na walkę o siebie dla siebie.

Podsumowanie: Po lekturze powieści Gabrieli Gargaś muszę przyznać, że polskie powieści obyczajowe mogą być dobre. Polecam.
8/10     

niedziela, 17 grudnia 2017

Kiermasz książki

Kochani, postanowiłam sprzedać parę książek, do których już nie będę wracała, może ktoś z Was się skusi. Książki zostały raz przeczytane i odłożone na półeczkę, a niektóre zostały dodatkowo zrecenzowane.
Poniżej lista z cenami, ale przy zakupie min. 2 książek każda za 12 zł! Do cen należy oczywiście dodać koszty przesyłki (10zł)

"Błąd" - sprzedany

13 zł

 16 zł